A new toy. Instagram can really really make you addict... :)
Saturday, November 17, 2012
Monday, August 27, 2012
Friday, July 13, 2012
Tuesday, June 12, 2012
Sunday, March 25, 2012
Friday, February 10, 2012
Saturday, February 4, 2012
Tuesday, January 17, 2012
Mężczyzna (der Mann) beschwert sich, dass auf meinem Blog nichts auf Deutsch ist.
Im Grunde genommen ist hier gar nix mehr.
Auch wenn ich jetzt, dank meinem Baby, mobil bloggen kann - habe ich immer weniger Ideen was ich mit diesem Platz machen soll...
Vielleicht einfach noch mal versuchen?
Ich weiss nicht...
Im Grunde genommen ist hier gar nix mehr.
Auch wenn ich jetzt, dank meinem Baby, mobil bloggen kann - habe ich immer weniger Ideen was ich mit diesem Platz machen soll...
Vielleicht einfach noch mal versuchen?
Ich weiss nicht...
Sunday, January 1, 2012
Monday, December 26, 2011
Friday, September 30, 2011
I still don't have a camera. I miss it, this feeling... to capture the moment. But this is the price for damage my marriage... New start. I have nothing but a few boxes and my laptop. I have to sell my car. But I still have hope, that it will be better... Someday.
Photo from my lunch with my ex-teacher. Two hours laugh and talk. And a new location, if I want to go somewhere...
Monday, May 16, 2011
Sunday, April 17, 2011
Ups. It seems that I've forgotten that I still have a blog...
The photos below are from middle of March, when Sudda organized a blogger 'meet &greet' in Düsseldorf.
On photos: Restaurant Les Halles.
I've had so much fun, so I want to said THANK YOU again, Sudda! :)
Saturday, February 5, 2011
Friday, September 17, 2010
Thursday, August 26, 2010
Thursday, July 22, 2010
Friday, April 9, 2010
Tuesday, March 16, 2010
Czekając na lekarza w prosto i staroświecko urządzonym gabinecie, z sięgającym do sufitu fikusem, oknem wychodzącym na ogród i olbrzymim czekoladowym zającem, skoncentrowałam się na zieleni za oknem i niemyśleniu o niczym.
Kolejny tydzień choroby, nowy antybiotyk, bezsenne noce.
I cisza we mnie, która trwa od momentu gdy na pożegnanie przytulam mojego ojca, obiecując mu czekoladę i ciastka w piątek rano. Jeszcze tylko przypomnienie, że nie powinien ściągać rurek doprowadzających tlen i uciekam, uciekam z budynku i jak najdalej od siebie, by choć na moment zapomnieć o widoku jego coraz chudszego, zmęczonego ciała, o świadomości że umiera, dzięki bogom na razie bezboleśnie...
Na dziś, jutro, na nie wiem ile, uciekłam w głąb siebie i zatrzasnęłam drzwi. Z tym naprawdę nie umiem sobie poradzić.
Kolejny tydzień choroby, nowy antybiotyk, bezsenne noce.
I cisza we mnie, która trwa od momentu gdy na pożegnanie przytulam mojego ojca, obiecując mu czekoladę i ciastka w piątek rano. Jeszcze tylko przypomnienie, że nie powinien ściągać rurek doprowadzających tlen i uciekam, uciekam z budynku i jak najdalej od siebie, by choć na moment zapomnieć o widoku jego coraz chudszego, zmęczonego ciała, o świadomości że umiera, dzięki bogom na razie bezboleśnie...
Na dziś, jutro, na nie wiem ile, uciekłam w głąb siebie i zatrzasnęłam drzwi. Z tym naprawdę nie umiem sobie poradzić.
Subscribe to:
Posts (Atom)
















